
Większość osób kojarzy Ziemię Kłodzką z kilkoma flagowymi punktami: Szczelińcem Wielkim, Błędnymi Skałami, Twierdzą Kłodzko czy tłocznymi deptakami popularnych uzdrowisk. I choć to miejsca piękne, Ziemia Kłodzka oraz sąsiadująca z nią Ziemia Ząbkowicka kryją w sobie zupełnie inną, znacznie mniej odkrytą twarz.
Ten artykuł to efekt intensywnej eksploracji regionu, którą zrealizowałem wspólnie z LOT Dolny Śląsk Poza Utartym Szlakiem. Nasz cel od początku był jasny: ominąć najbardziej oblegane miejsca i osobiście przetestować miejsca, które rzadko trafiają na pierwsze strony tradycyjnych przewodników, a oferują genialny klimat, autentyczność i święty spokój. Postanowiliśmy dotrzeć wszędzie, sprawdzić każdy detal i wycisnąć z tych rejonów absolutne maksimum. Efekt? Mnóstwo przejechanych kilometrów, karty pamięci pękające w szwach od świetnych kadrów i przede wszystkim – potężna dawka gotowych inspiracji dla każdego, kto chce poczuć prawdziwą magię Dolnego Śląska.
Jeśli planujecie weekend lub dłuższy urlop w tym regionie i szukacie gotowego planu, który ucieka od masowej turystyki ten wpis bardzo Wam to ułatwi. Zebraliśmy nasze sprawdzone odkrycia z Ziemi Kłodzkiej w jeden obszerny, ale przede wszystkim bardzo praktyczny przewodnik. Wszystko ułożyliśmy w logiczną całość, abyście nie musieli krążyć po mapie, a na samym końcu przygotowaliśmy dla Was gotowy, 3-dniowy plan wycieczki.





Spis treści
Karta Rabatowa – jak mądrze zaplanować budżet na wyjazd
Zanim przejdziemy do konkretnych lokalizacji, jedna ważna kwestia organizacyjna. Nasza podróż opierała się na świetnym regionalnym projekcie, jakim jest Karta Rabatowa od LOT Dolny Śląsk Poza Utartym Szlakiem.
Dla każdego, kto planuje urlop na Ziemi Kłodzkiej i Ząbkowickiej, to punkt obowiązkowy jeszcze na etapie pakowania walizek. To prosty i genialny klucz do zniżek na masę lokalnych atrakcji, usług, noclegów i gastronomii w całym regionie. Zamiast przepłacać, wchodzicie na stronę www.pozautartymszlakiem.com, sprawdzacie listę partnerskich miejsc i konfigurujecie budżet z realnymi oszczędnościami. W tym przewodniku celowo pokazujemy miejsca, które z tą kartą odwiedzicie taniej.


Bystrzyca Kłodzka i okolice
Naszą eksplorację regionu zaczynamy od kierunku południowego. To naturalny i bardzo wygodny punkt startowy. Choć naszą docelową bazą noclegową był Zamek na Skale w Trzebieszowicach, to właśnie w okolicach Bystrzycy Kłodzkiej zrobiliśmy nasz pierwszy, mocny przystanek. To miejsce, które od razu genialnie ustawiło nam klimat całego wyjazdu, zwalniając tempo i niemal natychmiast odcinając nas od cyfrowego przebodźcowania.
Wioska Indiańska HOWGH w Bystrzycy Kłodzkiej
Jeśli podróżujecie z rodziną i macie już dość wszechobecnych, plastikowych i hałaśliwych parków rozrywki, Wioska Indiańska HOWGH będzie dla Was ogromnym odkryciem. To nie jest kolejny komercyjny biznes nastawiony na szybki zysk – to przestrzeń tworzona od podstaw z potężnej, autentycznej pasji. Cały obiekt opiera się na naturalnych materiałach, rzemiośle, rękodziele oraz mądrej, ogólnorozwojowej edukacji na świeżym powietrzu. Przekraczając bramę HOWGH, odnosi się wrażenie, że czas natychmiast zwalnia, a zgiełk codzienności zostaje daleko w tyle.
Sercem wioski są wiernie i z ogromną dbałością o detale odwzorowane namioty tipi. Spacerując między nimi, można z bliska przyjrzeć się, jak wyglądało codzienne życie, kultura, wierzenia oraz tradycje rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Gospodarze prowadzą to miejsce w sposób niezwykle nienachalny i naturalny, stawiając na autentyczny kontakt z drugim człowiekiem.



Dla dzieciaków przygotowano tu genialną, terenową ścieżkę przygód. Gra opiera się na zdobywaniu kolejnych indiańskich sprawności i zadań, za które mali poszukiwacze przygód zbierają pieczątki.
Dzieci uczą się tu m.in. rozpoznawać autentyczne tropy dzikich zwierząt i poznają tajniki życia w zgodzie z przyrodą. Na terenie wioski wydzielono zagrody, w których mieszkają niezwykle przyjacielskie owce, kozy oraz króliki. Zwierzaki można legalnie nakarmić i pogłaskać, co dla miejskich dzieciaków jest zawsze ogromną atrakcją. Patrząc na tę wolną od technologii przestrzeń, od razu pomyślałem, że bliźniaki przepadłyby tu na długie godziny bez ani jednego pytania o smartfona.
Co ciekawe, my tym razem odwiedziliśmy Wioskę Indiańską HOWGH bez dzieciaków. Mogłoby się wydawać, że grupa dorosłych blogerów będzie tam tylko grzecznie spacerować i robić zdjęcia. Nic z tego! Klimat tego miejsca urzekł nas do tego stopnia, że po prostu nie mogliśmy się powstrzymać i sami daliśmy się wciągnąć w tę przygodę. Z wielką frajdą przeszliśmy przyspieszony kurs strzelania z tradycyjnego łuku oraz spróbowaliśmy swoich sił w grze na indiańskich bębnach.








Rejon Radochowa
Po pierwszym przystanku w Wiosce Indiańskiej ruszywszy na wschód, w kierunku Gór Złotych. Ta część dnia upłynęła nam pod znakiem niesamowitych kontrastów: najpierw zeszliśmy głęboko pod ziemię, by z latarkami eksplorować dziką jaskinię, a chwilę później odpoczywaliśmy w absolutnie sielskim, schowanym przed światem miejscu.
Jaskinia Radochowska
Zapomnijcie o betonowych chodnikach, poręczach, biletomatach i kolorowym ledowym oświetleniu, jakie znacie z większości skomercjalizowanych jaskiń. Jaskinia Radochowska to absolutny powrót do korzeni klasycznej speleologii i bliskiego, wręcz namacalnego kontaktu z surową naturą. Tutaj nie ma taryfy ulgowej ani sztucznych upiększeń. Na wejściu każdy uczestnik wyprawy dostaje obowiązkowy kask oraz czołówkę, po czym pod czujnym okiem przewodnika rusza w głąb prawdziwego, mrocznego, podziemnego labiryntu we wnętrzu góry Cierniak.





Trasa w Jaskini Radochowskiej nie pozwala na nudę i wymaga od odwiedzających minimalnej sprawności oraz braku lęku przed ciasnymi przestrzeniami. Podziemna ścieżka przecina malownicze, wykute przez wodę komory. Prawdziwa zabawa zaczyna już na samym początku, tam, gdzie sufit nagle drastycznie się obniża. Miejscami trzeba się mocno schylić, a w kilku momentach wręcz przecisnąć przez wąskie, skalne szczeliny. To fantastyczne uczucie, kiedy czujesz na własnej skórze chłód surowej skały, a jedynym źródłem światła jest snop z Twojej czołówki. Taki format zwiedzania dostarcza genialnych emocji i pozwala poczuć się jak prawdziwy odkrywca.
To, co jednak najmocniej buduje klimat tego miejsca, to ludzie, którzy o nie dbają. Naszą przewodniczką była Natalia, która z ogromną, zaraźliwą pasją wprowadziła nas w ten podziemny świat. Jej opowieści dalekie były od nudnego, encyklopedycznego klepania formułek. Dowiedzieliśmy się masy konkretów o tym jak woda przez tysiąclecia cierpliwie rzeźbiła te korytarze w soczewce białego marmuru. Usłyszeliśmy fascynujące historie o jej dawnych mieszkańcach, w tym o niedźwiedziach jaskiniowych, których potężne kości znajdowano w tutejszych podziemnych osadach.
Niezwykle fascynującym wątkiem są też tutejsze nietoperze, które upodobały sobie jaskinię jako idealne miejsce na zimowanie. Podczas naszej majowej wizyty nietoperzy już tam fizycznie nie było, bo zdążyły przenieść się na swoje letnie stanowiska, ale Natalia pokazała nam genialne, bardzo bliskie zdjęcia, które sama fotografowała zimą, gdy te małe stworzenia smacznie spały zwisając ze skalnych stropów.
Jaskinia Radochowska to bezdyskusyjnie jedna z najbardziej autentycznych, dzikich i naturalnych tras podziemnych, jakie możecie odwiedzić na całym Dolnym Śląsku. Nie ma tu komercyjnego nadmuchania, za to jest potężna dawka przygody. Dzięki pasji takich ludzi jak Natalia wizyta w tym miejscu nie jest tylko kolejnym odhaczonym punktem na mapie – to doświadczenie, które zostaje w człowieku na długo po wyjściu na powierzchnię.

















Winiarnia Radochowska
Zlokalizowana zaledwie kilkaset metrów od wyjścia z jaskini, stanowi jej genialne, klimatyczne uzupełnienie. Po wyjściu z chłodnych, wilgotnych podziemnych korytarzy, wizyta w tym miejscu działa jak najlepszy kompres. To sielskie, pięknie zaaranżowane miejsce, otoczone zielenią i świętym spokojem.
Winiarnia oferuje starannie wyselekcjonowane, lokalne oraz regionalne wina, które można degustować na klimatycznym tarasie lub w przytulnym wnętrzu. Kieliszek dobrego, chłodnego trunku w towarzystwie klasycznych przekąsek – jak sery czy oliwki – smakuje tu po prostu wybornie. To idealny punkt na dłuższy, niespieszny relaks.











Rejon Szczytnej
Drugiego dnia przenieśliśmy się w okolice Szczytnej, żeby spędzić ten czas maksymalnie aktywnie. Sprawdziliśmy skrajnie różne formy spędzania czasu – od interaktywnej zabawy na refleks po lekcję golfa, a całą trasę spięliśmy genialnym obiadem w Lądku-Zdroju, gdzie zjedliśmy absolutnie najlepszą rybę tego wyjazdu.
Szczytnik – zamek i platforma widokowa
Szczytnik (589 m n.p.m.) górujący bezpośrednio nad Szczytną to przede wszystkim kapitalny teren do spacerów. Szczególnie wiosną, gdy wszystko dookoła budzi się do życia, a las soczyście się zieleni, tutejsze ścieżki oferują genialny, spokojny klimat na złapanie oddechu.
Na samym szczycie stoi Zamek Leśna Skała. Wbrew pozorom nie jest to jednak surowa, średniowieczna warownia – obiekt powstał w pierwszej połowie XIX wieku jako romantyczna rezydencja arystokraty, majora Leopolda von Hochberga. Zwyczajnie wymarzył sobie luksusową posiadłość w wyjątkowym miejscu, mocno stylizowaną na obronną twierdzę z potężnymi murami i suchą fosą. Po wojnie losy obiektu mocno się skomplikowały i przez całe dekady funkcjonował tu zamknięty Dom Pomocy Społecznej dla dzieci. Sam zamek jako całość nie jest obecnie udostępniony do klasycznego zwiedzania, ale warto tu podejść dla samej bryły budynku, klimatu oraz tutejszej zamkowej kaplicy, do której udało nam się zajrzeć.








Historia zamku to tylko połowa atrakcji tego miejsca. Tuż obok murów znajduje się metalowa platforma widokowa, zawieszona na potężnych, piaskowcowych skałach (tzw. Tokarz). Widać stąd doskonale całe Obniżenie Dusznickie i zarys Gór Stołowych. Przy okazji pionowa ściana samej skały, na której znajduje się platforma, służy jako naturalna ścianka wspinaczkowa. Zestawienie tego nietypowego zamku z tarasem widokowym na skale i świetną panoramą to wystarczający powód, żeby wpisać Szczytnik na listę miejsc do odwiedzenia w tej okolicy.











LEDPlay Mini w Szczytnej
Zejście ze Szczytnika to idealny moment na zmianę klimatu. Zamiast kolejnych spacerów, zafundowaliśmy sobie totalny wycisk fizyczny w miejscu, które jest absolutnym hitem dla każdego, kto lubi rywalizację i ruch. Mowa o LEDPlay Mini w Szczytnej, czyli zręcznościowej arenie, która udowadnia, że świetna zabawa z technologią nie musi polegać na siedzeniu z padem w ręku.
Jak to w ogóle działa? Wyobraźcie sobie duże pomieszczenie, w którym cała podłoga to jeden wielki, interaktywny ekran LED podzielony na dziesiątki kwadratów. Matryca błyskawicznie reaguje na Wasz nacisk. Nie zakładacie żadnych gogli VR, nie macie kontrolerów – wchodzicie na parkiet i sami stajecie się pionkami w grze.
Zasady większości scenariuszy opierają się na starym, kultowym motywie „podłoga to lawa”. Zadanie polega na tym, by biegać i skakać po niebieskich lub zielonych kafelkach, zbierać punkty, a jednocześnie za wszelką cenę unikać czerwonych pól, które bezlitośnie zabierają „życia” całej drużynie. Brzmi jak prosta zabawa dla przedszkolaków? Też tak myśleliśmy, dopóki nie weszliśmy na planszę.
Rozgrywka podzielona jest na krótkie, niezwykle intensywne rundy z rosnącym poziomem trudności. O ile pierwsze etapy to faktycznie miła rozgrzewka, tak to, co dzieje się na wyższych levelach, przypomina solidny trening na siłowni. Tempo przyspiesza z każdą sekundą, kafelki gasną i zapalają się w ułamkach chwil, a Wy biegacie, skaczecie i rzucacie się po podłodze, krzycząc do siebie nawzajem i próbując uratować wynik. Gwarantuję Wam, że po kilkunastu minutach tętno leci w kosmos, a Wy jesteście totalnie zlani potem. Zabawa wymaga sporo refleksu, kondycji, koordynacji i świetnej komunikacji w zespole, bo walczycie o przetrwanie wspólnie.
LEDPlay Mini to idealna, w pełni zadaszona alternatywa na dni, kiedy w górach leje deszcz, wieje wiatr i klasyczny trekking po prostu odpada. Choć dzieciaki będą wniebowzięte i spalą tu resztki energii, dorośli wkręcają się w to równie mocno. Rywalizacja robi swoje. Pojedyncza sesja gry trwa zazwyczaj kilkadziesiąt minut i uwierzcie – to w zupełności wystarczy, żeby wyjść stamtąd na miękkich nogach. Obowiązkowo zabierzcie ze sobą wygodny, sportowy strój (koszulka na zmianę na pewno się przyda!) i skarpetki antypoślizgowe.





Golfowa Wioska GOLFSPA w Szczytnej
Jeśli myślicie, że golf to sztywny, elitarny sport tylko dla wybranych, wizyta w Golfowej Wiosce w Szczytnej błyskawicznie wyleczy Was z tego stereotypu. To jedno z tych miejsc na mapie Ziemi Kłodzkiej, które skradło nasze serca od pierwszej minuty – i to przede wszystkim za sprawą ludzi, którzy je tworzą.
Zostaliśmy tam przyjęci z niesamowitą, autentyczną, domową gościnnością. Pani Agnieszka, jej brat oraz rodzice wkładają w to miejsce całe swoje serce, co czuje się na każdym kroku. Na powitanie czekał na nas owocowy poczęstunek oraz genialna, domowa lemoniada, która po całym dniu w terenie była jak zbawienie. Rzadko spotyka się gospodarzy, którzy z taką pasją dbają o swoich gości. Atmosfera była tak serdeczna i luźna, że aż zrobiło nam się żal, gdy musieliśmy ruszać dalej. Byliśmy tam po prostu za krótko, ale jedno wiemy na pewno… wrócimy do Golfowej Wioski całą rodziną, bo to miejsce ma w sobie magnetyczny spokój.
To, co absolutnie wyróżnia to pole, to jego niesamowite położenie. Umówmy się – ciężko o takie krajobrazy na typowych, płaskich polach. Tutaj z idealnie zielonych trawników rozciąga się szeroka panorama na zalesione grzbiety Gór Bystrzyckich oraz charakterystyczne, płaskie sylwetki Gór Stołowych. Przy dobrej pogodzie w oddali widać też pasmo Gór Orlickich. Można też zobaczyć z innej perspektywy potężną skałę Szczytnika wraz z górującym nad doliną Zamkiem Leśna Skała, przy którym chwilę wcześniej spacerowaliśmy. Uderzanie piłek w takiej scenerii to zupełnie inny wymiar relaksu.





Golfowa Wioska to nie jest zwykłe pole golfowe – to przemyślany, rodzinny kompleks rekreacyjny, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Znajduje się tu malownicze, 9-dołkowe górskie pole golfowe oraz tzw. driving range (strzelnica golfowa do ćwiczenia uderzeń). Jeśli nigdy nie trzymaliście kija w ręku – bez obaw. Można tu wykupić lekcje z instruktorem, który w prosty i bezstresowy sposób tłumaczy podstawy. To genialna zabawa dla dorosłych i dla dzieciaków, połączona z lekkim duchem rywalizacji.
Golfowa Wioska to także fantastyczna baza noclegowa. Na miejscu możecie wynająć w pełni wyposażone domki. Układ jest tu idealny: otwieracie rano drzwi tarasowe, pijecie kawę z widokiem na idealnie przystrzyżone pole golfowe i panoramy górskie, a dookoła panuje absolutna cisza.
Cały teren jest kapitalnie zagospodarowany. Można tu po prostu posiedzieć na leżaku, odetchnąć czystym powietrzem i odpocząć od miejskiego zgiełku.
Jeśli szukacie na Ziemi Kłodzkiej miejsca z kapitalnym klimatem, chcecie spróbować czegoś nowego albo po prostu marzy Wam się nocleg w pięknym otoczeniu z dala od tłumów – Golfowa Wioska w Szczytnej to absolutny strzał w dziesiątkę. Wpiszcie ich na swoją listę koniecznie!














Geopark „Kamienny Trakt” i ścieżka sensoryczna w Szczytnej
Będąc w Szczytnej, odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce, o którym warto wspomnieć – mowa o zrewitalizowanym Geoparku „Kamienny Trakt”. To spora, zadbana zielona przestrzeń rekreacyjna zlokalizowana przy ulicy Leśnej. Jeśli macie akurat wolną godzinę i jesteście w okolicy, można tu na moment przystanąć.
Sama nazwa „Kamienny Trakt” absolutnie nie jest przypadkowa. Wędrując alejkami parku, można z bliska przyjrzeć się geologicznej wystawie pod gołym niebem. Wkomponowano tu potężne głazy sprowadzone z najróżniejszych zakątków Ziemi Kłodzkiej. To fajny, nienachalny akcent edukacyjny, który podkreśla niezwykłe bogactwo geologiczne całego regionu.
Ciekawostką, z której chętnie korzystają najmłodsi, jest ścieżka sensoryczna. Jej idea jest bardzo prosta i przyjemna – zdejmujecie buty i wędrujecie boso po specjalnie przygotowanych, krótkich odcinkach. Trasa została wyłożona elementami o różnych fakturach. Przechodzi się m.in. po gładkim piaskowcu, drobnym żwirze, drewnianych balach, plastrach z pni dębu, a także po piasku, trawie i szyszkach.
Sam Geopark to naprawdę duży, zagospodarowany teren. Co ważne – jest to teren w pełni ogólnodostępny i bezpłatny. Wytyczono tu ponad 2 kilometry szerokich, równych alejek, a szum przepływającego obok potoku tworzy miłe tło. Co tam znajdziecie? Wzdłuż alejek rozstawiono ławki i drewniane leżaki, a w południowej części parku stanęła duża altana oraz miejsce piknikowe. Psi Park to świetna informacja dla tych, którzy podróżują z czworonogami! Na terenie wydzielono ogrodzony wybieg dla psów z przygotowanymi przeszkodami treningowymi.
Geopark w Szczytnej to po prostu świetnie przygotowany, estetyczny teren spacerowy. Jeśli jesteście w okolicy, macie ze sobą psa, albo dzieciaki potrzebują wysiąść na moment z auta i pobiegać na świeżym powietrzu – będzie to doskonały wybór. Bardzo przyjemne miejsce, które ładnie dopełnia intensywny plan zwiedzania Ziemi Kłodzkiej.








Lądek Zdrój
Stawy Biskupie w Lądku-Zdroju
Z okolic Szczytnej ruszyliśmy prosto do Lądka-Zdroju, żeby domknąć ten intensywny dzień porządnym jedzeniem. Nasz cel: Stawy Biskupie. To historyczne stawy hodowlane zlokalizowane u podnóża Gór Złotych, niedaleko rzeki Białej Lądeckiej, które dzięki obecnemu gospodarzowi – Piotrowi Wdowiakowi – dostały zupełnie nowe, kapitalne życie. Sama lokalizacja jest genialna – stawy znajdują się zaledwie 400 metrów od słynnej lądeckiej pijalni wód mineralnych „Wojciech”, co czyni je idealnym celem spaceru po uzdrowiskowej części miasta. Dziś to świetnie zorganizowany teren rekreacyjny i jeden z najmocniejszych punktów na mapie regionu.
Nad Stawy Biskupie przyjeżdża się przede wszystkim po to, żeby genialnie zjeść. Serwują tu potężnego, świeżego pstrąga (to absolutny majstersztyk!) oraz jesiotra, wyciąganych dosłownie prosto z wody. Nie znajdziecie tu przekombinowanej kuchni – to po prostu uczciwa ryba, przygotowywana tradycyjnie i bez zbędnych ulepszaczy. Porcje, które lądują na drewnianych stołach na świeżym powietrzu, tuż nad brzegiem wody, są po prostu ogromne, co świetnie podkręca satysfakcję po całym dniu w terenie.


Ale Stawy Biskupie to coś więcej niż tylko świetna smażalnia, o czym w rozmowie z nami słusznie przypominał Piotr. To miejsce jest strategicznie osadzone na rowerowej mapie Ziemi Kłodzkiej. Bezpośrednio w tej okolicy przebiegają trasy słynnego Singletrack Glacensis (największej w Europie sieci górskich ścieżek rowerowych typu singletrack) – w tym świetne odcinki takie jak Pętla Lądek-Zdrój czy Pętla Trojak. Przecinają się tu również klasyczne, górskie trasy rowerowe. To sprawia, że stawy pełnią funkcję idealnego, rowerowego pit-stopu. Zjeżdżają tu rowerzyści, żeby zregenerować siły, zjeść konkretny posiłek i ruszyć w dalszą trasę. Tworzy to świetną, bardzo luźną atmosferę.
Zadbano tu też o infrastrukturę do pełnego relaksu. Jeśli po obfitym obiedzie nie macie siły na dalsze wędrówki czy kręcenie kilometrów na rowerze, na miejscu można wypożyczyć rowerki wodne. Spokojne pływanie po stawach w otoczeniu zieleni Gór Złotych to idealny patent na wyciszenie i ułożenie w głowie wrażeń z całego dnia.
Krótko mówiąc, jeśli planujecie eksplorować Lądek-Zdrój i okoliczne pasma górskie, bez względu na to, czy robicie to pieszo, czy na rowerze górskim, koniecznie zaznaczcie Stawy Biskupie na swojej mapie. To punkt obowiązkowy.





Fotografia Retro w Prawdziwej Garderobie w Lądku-Zdroju
Jeśli podczas podróży szukacie doświadczeń nietuzinkowych, ten punkt zasługuje na najwyższe możliwe wyróżnienie. Wystarczy chwila w Lądku-Zdroju, by poczuć ducha dawnych epok, ale projekt Fotografia Retro w Prawdziwej Garderobie, pozwala w tego ducha wejść dosłownie całym sobą. Tutaj dotykacie prawdziwej sztuki fotografii portretowej.
Sukces tej sesji to zasługa samej fotografki – Marzeny Zawal. Marzena to artystka z niesamowitą intuicją i bezkompromisowym podejściem do swojej pracy. Na planie rządzi twardą ręką i z aptekarską precyzją dba o absolutnie każdy, nawet najmniejszy detal. Jednocześnie posiada rzadki, niezwykle cenny dar… potrafi w kilka minut otworzyć człowieka, rozładować początkowe spięcie przed obiektywem i wydobyć z pozującego autentyczne, głębokie emocje.
Samo przygotowanie do sesji to fascynujący rytuał, który płynnie wprowadza w klimat minionych wieków. Prawdziwa Garderoba to królestwo oryginalnych, pieczołowicie stylizowanych strojów z minionych epok. Do tego dochodzi cała masa autentycznych dodatków, takich jak kapelusze, biżuteria, cylindry i epokowe rekwizyty.








Powstające tu portrety mają w sobie niezwykłą magię, głębię i nostalgię – wyglądają jak autentyczne, odnalezione na strychu fotografie sprzed stu lat, z których bije powaga i klasa tamtych czasów. Efekt końcowy dosłownie zapiera dech w piersiach. Powstające tu portrety mają w sobie niezwykłą magię, głębię i nostalgię – wyglądają jak autentyczne, odnalezione na strychu fotografie sprzed stu lat, z których bije powaga i klasa tamtych czasów. To genialny, artystyczny hit całego wyjazdu i inwestycja w pamiątkę, która z dumą zawiśnie na ścianie.





Lewin Kłodzki i okolice
Izba Pamięci Violetty Villas w Lewinie Kłodzkim
Lewin Kłodzki kojarzy się turystom głównie z monumentalnym wiaduktem kolejowym, ale dla historii polskiej kultury to przede wszystkim rodzinne strony i miejsce ostatnich lat życia jednej z najbardziej charyzmatycznych oraz utalentowanych artystek w historii naszej muzyki rozrywkowej. Mowa oczywiście o Violetcie Villas (Czesławie Gospodarek). To właśnie tutaj, w budynku tutejszego Centrum Społeczno-Kulturalnego, działa dedykowana jej Izba Pamięci. Nie jest to zwykła, nudna, urzędowa wystawa – to przestrzeń stworzona z ogromnym pietyzmem, która pozwala spojrzeć na gwiazdę z zupełnie innej perspektywy niż przez pryzmat plotek i sensacyjnych nagłówków z końcówki jej życia.
Co skrywa tutejsza kolekcja? Wystawa jest niezwykle skondensowana, ale bogactwo zgromadzonych tu oryginalnych eksponatów robi potężne wrażenie na każdym, kto choć trochę kojarzy historię polskiej estrady. Zobaczycie tu przedmioty, które bezpośrednio towarzyszyły Villas na największych światowych scenach. Na własne oczy można zobaczyć jej zjawiskowe, bogato zdobione suknie – w tym te z piórami i cekinami, w których występowała w Paryżu czy jako gwiazda rewii w Casino de Paris w Las Vegas . Unikalną wartość mają zgromadzone tu dokumenty, afisze koncertowe z całego świata, oraz legendarne płyty winylowe. Ściany zdobią dziesiątki zdjęć – od oficjalnych, ikonicznych portretów, po całkowicie prywatne, unikalne fotografie z rodzinnych archiwów, na których widać młodą artystkę w domowym, lewińskim otoczeniu.





Wizyta w Izbie Pamięci pozwala uświadomić sobie skalę fenomenu i międzynarodowego sukcesu, jaki osiągnęła dziewczyna, która swoje młodzieńcze lata spędziła właśnie tutaj, na Wzgórzach Lewińskich. Niezwykły klimat tego miejsca podkręca płynący z głośników głos diwy – warto pamiętać, że Villas dysponowała fenomenalnym sopranem o unikalnej, czterooktawowej skali. Dla starszych gości będzie to niesamowity, sentymentalny powrót do czasów młodości, a dla młodszych – fascynująca lekcja o tym, jak wyglądał światowy show-biznes w drugiej połówce XX wieku. Niezależnie od tego, czy jesteście zdeklarowanymi fanami talentu Violetty Villas, czy po prostu szukacie ciekawych, autentycznych wątków tożsamościowych na Ziemi Kłodzkiej, wizyta w Lewinie to absolutny punkt obowiązkowy.








Gospodarstwo Eko Ar i Anielska Obora w Jarkowie
Do maleńkiego Jarkowa nie traficie przez przypadek – ta maleńka wioska leży zupełnie na uboczu głównej trasy prowadzącej w stronę czeskiej granicy. Gwarantujemy jednak, że warto zboczyć z drogi. To właśnie tutaj, na malowniczych, czystych ekologicznie zboczach Gór Orlickich, mieści się rodzinne gospodarstwo Eko Ar. Jeśli wydaje Wam się, że wiecie coś o uprawie owoców, to tutejsze liczby szybko zweryfikują Wasze wyobrażenia. Państwo Anna i Mirosław Lech od blisko trzech dekad prowadzą tu największą w tym rejonie, aż 20-hektarową plantację ekologicznej aronii, na której rośnie ponad 40 tysięcy krzewów!
Górski klimat i ukształtowanie terenu sprawiają, że uprawa jest w stu procentach naturalna, a wszystkie owoce są tu zbierane ręcznie i przetwarzane na miejscu w kameralnej manufakturze.





Aronia bywa owocem niedocenianym ze względu na swój charakterystyczny, cierpki smak. Jednak pasja, z jaką gospodarze o niej opowiadają, i to, co potrafią z niej wyczarować, całkowicie zmienia perspektywę. Podczas degustacji sprawdziliśmy ich flagowe produkty i trzeba przyznać – to jest czysta, skoncentrowana natura bez grama zbędnej chemii.
Co warto stamtąd przywieźć? Sok z aronii 100% – intensywny, niefiltrowany, bez grama cukru czy wody. To absolutna bomba antyoksydacyjna, słynąca ze swoich właściwości wspomagających walkę z nadciśnieniem, miażdżycą czy cukrzycą. „Tercet zdrowia” to genialne, autorskie połączenie soku, syropu i herbatki z aronii oraz rokitnika. To potężne uderzenie witaminowe, idealne na budowanie odporności. Ofertę zamykają rzemieślnicze dżemy, gęste syropy, herbatki owocowe, lokalne nalewki oraz absolutny hit dla łasuchów – aronia w czekoladzie.








Kupno ekologicznych przetworów to jednak tylko połowa doświadczenia. Gospodarstwo Eko Ar ma drugą, niezwykle zaskakującą twarz. Przy plantacji działa tzw. Anielska Obora, czyli prywatne Muzeum Aniołów.
Gospodarze zgromadzili tu gigantyczną, liczącą ponad 1500 eksponatów kolekcję aniołów wykonanych dosłownie ze wszystkiego: z drewna, metalu, kamienia, szkła, a nawet z bursztynu. Figurki, rzeźby, kartki pocztowe i obrazy pochodzą z całego świata.
Eko Ar to miejsce z duszą, prowadzone przez ludzi, którzy z lokalnego rzemiosła uczynili sztukę. Dostajecie tu gotowy przepis na idealny przystanek w podróży. Możecie pospacerować z widokiem na plantację u podnóża Gór Orlickich, zobaczyć unikalną w skali kraju kolekcję aniołów, a na koniec zaopatrzyć domową spiżarnię w autentyczne, certyfikowane produkty eko. Jeśli szukacie zdrowego, trwałego i przede wszystkim smacznego prezentu z Kotliny Kłodzkiej – adres w Jarkowie to absolutny strzał w dziesiątkę.





Ruiny Zamku Homole
Zamek Homole, ukryty na zalesionym szczycie wzgórza Gomoła (713 m n.p.m.), to propozycja dla poszukiwaczy miejsc surowych, tajemniczych i wolnych od komercyjnego zgiełku. W XIV i XV wieku była to murowana warownia strzegąca strategicznego szlaku handlowego łączącego Czechy ze Śląskiem, zwanego „Polską Drogą”. Przez lata zamek przechodził z rąk do rąk – był m.in. opanowany przez husytów i stał się bazą dla rycerzy-rabusiów, aż w końcu został opuszczony i popadł w ruinę. Dziś to idealny cel na krótki, leśny, ale bardzo satysfakcjonujący trekking.
Zanim jednak zaczniecie piąć się w górę, tuż przed właściwym podejściem czeka Was fragment trasy, który dla nas okazał się jednym z najpiękniejszych momentów podróży. Szlak prowadzi tam przez urokliwą, podmokłą łąkę (Bukowy Stawek), nad którą poprowadzono drewniane kładki. I to właśnie w tym miejscu mieliśmy gigantyczne, fotograficzne szczęście! Trafiliśmy na moment, w którym na bagnistym terenie w pełni kwitła Róża Kłodzka (botanicznie: pełnik europejski). Dla tego regionu to roślina wręcz święta – jej jaskrawożółte, kuliste kwiaty są oficjalnym symbolem całej Ziemi Kłodzkiej, uwiecznionym w lokalnych herbach i pamiątkach.





Tuż za kładkami krajobraz diametralnie się zmienia. Ścieżka na szczyt Gomoły prowadzi przez stary, gęsty las. Podejście nie jest długie (zajmuje około dziesięciu minut), ale w gorący dzień potrafi wycisnąć z człowieka parę kropel potu. Jest dość strome, na szczęście podejście ułatwia jednak infrastruktura – idzie się tu po schodkach. Na samym początku są to klasyczne, w pełni drewniane stopnie, które wyżej ustępują miejsca bardziej naturalnej konstrukcji, więc stabilne buty są tu wskazane.
Na samym szczycie las nagle rzednie, odsłaniając surowe pozostałości średniowiecznej potęgi. Najbardziej spektakularnym elementem jest kilkumetrowy, kamienny ostaniec cylindrycznej wieży ostatecznej obrony (tzw. stołpu) oraz wyraźne zarysy dawnych murów obwodowych i suchej fosy. Nie ma tu kas biletowych, barierek ani tłumów turystów. Dostajecie w zamian absolutną, głęboką ciszę, szum drzew i możliwość obcowania z autentyczną, nieprzerysowaną historią.





Gdzie spać na Ziemi Kłodzkiej?
Wybór noclegu zależy od tego, jakiego klimatu szukacie. Nasza główna zasada podczas krótkich, kilkudniowych wyjazdów jest prosta: wybieramy jedno sprawdzone miejsce i z niego robimy codzienne wypady. Dzięki temu unikamy codziennego pakowania i tracenia cennego czasu na logistykę.
Zamek na Skale w Trzebieszowicach
To właśnie tutaj, w malowniczym zakolu rzeki Białej Lądeckiej, zatrzymaliśmy się na dwie noce i ten obiekt z czystym sumieniem polecam Wam jako idealny punkt wypadowy do eksploracji całego regionu. Zamek na Skale całkowicie redefiniuje pojęcie hotelarstwa historycznego. To nie jest po prostu nowoczesny budynek z dolepioną fasadą stylizowaną na retro – to autentyczna, potężna rezydencja o wielowiekowej historii, w której gościły niegdyś koronowane głowy z całej Europy. Dziś to miejsce, w którym z niesamowitą klasą łączy się luksus, kultura i dziedzictwo.
Samo przekroczenie progu pałacu robi ogromne wrażenie. Zamkowe pokoje są niezwykle przestronne, zachowują swój historyczny układ i urządzone są z ogromnym smakiem. Udało się tu połączyć oryginalne, zabytkowe detale architektoniczne z pełnym komfortem i wygodą. Śpiąc w tych murach, po prostu czuje się oddech historii, a każdy detal przypomina o tym, że to miejsce z potężną przeszłością.
Zamkowa kuchnia to mistrzostwo, a ekipa zarządzająca obiektem dba o gości na najwyższym poziomie. Zamiast hotelowej sztampy, na talerzach lądują starannie skomponowane dania z doskonałych produktów. Śniadania dawały nam potężny zastrzyk energii przed wyjściem na szlak, a wieczorne, iście królewskie kolacje były nagrodą po całym dniu w terenie.


























Obiekt funkcjonuje jak prężne centrum kulturalne (co wieczór w pięknych salach odbywają się koncerty na żywo), ale my szczególnie polecamy jedną aktywność – nocne zwiedzanie zamku. To naprawdę świetne doświadczenie. Trasa z przewodnikiem prowadzi zarówno z zewnątrz, jak i przez reprezentacyjne, pałacowe sale oraz historyczne podziemia. Zwiedzanie obiektu o tej porze ma po prostu zupełnie inny, dużo spokojniejszy i bardziej unikalny klimat niż w środku dnia. Poznawanie historii dawnych właścicieli i sekretów skrywanych w tych murach podczas wieczornego spaceru to jednak nie wszystko. Ogromne wrażenie robi stała instalacja multimedialnego mappingu 3D, która ma miejsce na zamkowym dziedzińcu. Ten świetlny pokaz w nowoczesny sposób opowiada pięć wieków historii tego miejsca, sprytnie wykorzystując i podświetlając architektoniczne detale. Gdy dodamy do tego muzykę, którą specjalnie do tego projektu skomponował Józef Skrzek, otrzymujemy niezwykle ciekawy punkt programu, który wizualnie i dźwiękowo świetnie domyka cały dzień.


























Gospodarze zamku zadbali również o to, by zaoferować pełną regenerację. W historycznych podziemiach stworzono bardzo klimatyczną strefę SPA. Choć sami podczas tego wyjazdu postawiliśmy na maksymalnie aktywny wypoczynek poza hotelem (wpadliśmy tu jednak z aparatem i przywieźliśmy kilka kadrów, które widzicie poniżej), i samych zabiegów co prawda tym razem nie korzystaliśmy, ale wizyty na tutejszym basenie po prostu nie mogłem sobie odmówić. Pływanie pod oryginalnymi, łukowymi sklepieniami robi fenomenalne wrażenie i świetnie odpręża. To doskonała alternatywa na wypadek kapryśnej pogody, a zarazem wymarzone miejsce na wieczorny relaks dla każdego – niezależnie od tego, czy spędziliście dzień na intensywnym zwiedzaniu, czy postawiliście na powolne, niespieszne chłonięcie uroków okolicy.
Jeśli chcecie, by sam Wasz nocleg był pełnoprawną, niezapomnianą atrakcją całego wyjazdu, Zamek na Skale rezerwujcie w ciemno.





Inne sprawdzone noclegi, które polecamy
Planując urlop wybór odpowiedniej bazy wypadowej to połowa sukcesu. Choć naszym głównym centrum dowodzenia był Zamek na Skale, podczas eksplorowania okolicy zrobiliśmy osobisty rekonesans w dwóch innych punktach na noclegowej mapie Ziemi Kłodzkiej.
W żadnym z nich ostatecznie nie nocowaliśmy, ale spędziliśmy tam sporo czasu, sprawdziliśmy infrastrukturę i poznaliśmy gospodarzy, którzy ugościli nas z niesamowitą serdecznością. Jeśli szukacie sprawdzonych noclegów na Ziemi Kłodzkiej, ale celujecie w nieco inny klimat, te dwa adresy możecie brać pod uwagę z pełnym zaufaniem.
Hotel Abis w Bystrzycy Kłodzkiej
Jeśli Waszym priorytetem podczas urlopu jest strategiczne położenie logistyczne, nowoczesne udogodnienia i wysoki standard, Hotel Abis w zabytkowej Bystrzycy Kłodzkiej będzie strzałem w dziesiątkę. Dzięki uprzejmości Piotra Wdowiaka, który poświęcił nam swój czas i osobiście oprowadził nas po całym obiekcie, mieliśmy okazję zajrzeć w każdy zakamarek i sprawdzić ten hotel od środka. To doskonale zorganizowana, komfortowa baza, z której w kilka chwil wyskoczycie w dowolny punkt Kotliny.
Obiekt oferuje około 100 miejsc noclegowych w 43 starannie urządzonych pokojach. Wnętrza łączą wysoką funkcjonalność z przytulną, elegancką atmosferą, a część z nich została w pełni przystosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Dodatkowym, potężnym atutem dla zmotoryzowanych jest duży, bezpłatny i monitorowany parking tuż pod budynkiem.
Hotel otoczony jest zielonym terenem rekreacyjnym, na którym przygotowano boisko do siatkówki oraz bezpieczny plac zabaw dla dzieci. Jest też chata grillowa z wydzielonym miejscem na ognisko – fantastyczna przestrzeń do spędzania czasu na świeżym powietrzu.
Na miejscu działa świetna, klimatyzowana restauracja z wyjściem na letni taras z ogródkiem. Mieliśmy okazję osobiście przetestować tutejsze menu i trzeba przyznać karmią rewelacyjnie! Próbowaliśmy m.in. tutejszych idealnie przyrządzonych żeberek – mięso było genialne i idealnie doprawione. Wszystko, co trafiło na stół, było po prostu pyszne, ale prawdziwym królem programu okazał się deser. Koniecznie zamówcie tu legendarną Bezę Śnieżnicką – to absolutny majstersztyk, dla którego warto tu wpaść nawet wtedy, kiedy nocujecie w innej części regionu.














Ośrodek Wypoczynkowy Maria w Lewinie Kłodzkim
Jeśli Zamek na Skale reprezentuje historyczny luksus, a Hotel Abis w Bystrzycy Kłodzkiej świetną i nowoczesną logistykę, to Ośrodek Wypoczynkowy Maria jest doskonałą opcją dla tych z Was, którzy cenią filozofię powolnego podróżowania i pragną całkowitego resetu. To wymarzony adres na niespieszny wypoczynek z dala od turystycznego zgiełku, gdzie czas płynie po prostu wolniej, a priorytetem staje się kontakt z naturą i drugim człowiekiem. Położony na uboczu, tuż u brzegu szumiącego, górskiego strumienia, oferuje warunki idealne do odcięcia się od przebodźcowanej codzienności.
Ośrodek Maria szczyci się niesamowitą, rodzinną atmosferą i jest prowadzony z sercem przez tę samą rodzinę już od trzech pokoleń – wszystko zaczęło się od babci obecnej właścicielki. Sam kompleks, składający się z kilku sąsiadujących ze sobą budynków, to zresztą kawał wspaniałej historii architektury, która pozwala bez problemu ugościć całe rodziny czy większe grupy. Główny budynek (funkcjonujący dziś jako Maria I) został oddany do użytku w 1916 roku. Pierwotnie nosił on nazwę Villa Anna, a zaprojektował go Paul Blau – ten sam wybitny architekt, który stworzył kościoły w Zieleńcu i Lasówce. Budynek naprzeciwko jest jeszcze starszy, bo pochodzi z 1905 roku, co idealnie wpisuje się w ten zabytkowy, sudecki charakter miejsca.
Nie znajdziecie tu typowej restauracji z menu à la carte. Obiady serwowane są w wyznaczonym okienku godzinowym, podobnie jak obiadokolacje. Każdego dnia przygotowywany jest jeden, obłędnie pyszny posiłek. Naczelna dewiza obiektu: „Głodnych nakarmimy, spragnionych napoimy” to szczera prawda – zawsze znajdzie się tu kilka dodatkowych porcji, by uratować głodnych turystów zjeżdżających do bazy prosto z trasy.
I na koniec absolutnie najlepszy smaczek z naszej wizyty. Właścicielka ugościła nas niezwykle serdecznie, spokojnie opowiadając o prowadzeniu ośrodka po babci, aż tu nagle… całkowicie nas zaskoczyła! W rozmowie zupełnie naturalnie wypłynął temat pokazów mappingu i wydarzeń nakręcanych przez DJ-ów z… Berlina. Zderzenie przedwojennej Villi Anna, tradycyjnych domowych obiadów i berlińskiego techno to tak unikalny i abstrakcyjny kontrast, że po prostu nie da się tego miejsca zapomnieć.
Jeśli od noclegu oczekujecie przede wszystkim kameralnej atmosfery, z pysznym domowym jedzeniem Ośrodek Wypoczynkowy Maria w Lewinie Kłodzkim będzie strzałem w dziesiątkę.











BONUS: Gotowe plany na 3-dniowy weekend
Niezależnie od tego, czy jako swoją rekomendowaną bazę noclegową wybierzecie klimatyczne, pałacowe wnętrza w Zamku na Skale w Trzebieszowicach, czy postawicie na świetną logistykę i miejską bazę w Hotelu Abis w Bystrzycy Kłodzkiej – te dwa plany pozwolą Wam odkryć region bez nerwowego biegania z zegarkiem w ręku.
Traktujcie poniższe trasy jako luźną, elastyczną propozycję. To gotowa baza, którą możecie dowolnie modyfikować, skracać, miksować albo dopasowywać pod własne tempo i zachcianki. W końcu to Wasz weekend i to Wy decydujecie, ile „slow” ma być w Waszym podróżowaniu!
Opcja 1: Wersja rodzinna (Z dziećmi i nastolatkami)
- Dzień 1: Indiański reset i zamkowe sekrety
- Przedpołudnie: Meldujemy się w Bystrzycy Kłodzkiej i od razu ruszamy do Wioski Indiańskiej HOWGH. To genialny wentyl bezpieczeństwa po podróży w aucie – karmienie zwierzaków, strzelanie z łuku i totalny ruch na świeżym powietrzu.
- Popołudnie: Zostajemy w Bystrzycy na obiad w Hotelu Abis. Dla dorosłych i nastolatków genialne żeberka, a dla wszystkich na deser – potężna Beza Śnieżnicka.
- Wieczór: Zameldowanie (Zamek na Skale lub Hotel Abis). Jeśli Waszą bazą jest Zamek, koniecznie weźcie udział w nocnym zwiedzaniu z przewodnikiem i zobaczcie multimedialny mapping 3D na dziedzińcu. Mroczne podziemia, ciekawa historia i widowiskowa gra świateł zrobią na dzieciakach ogromne wrażenie.
- Dzień 2: Przygoda w kaskach i rodzinny relaks na wodzie
- Rano: Ruszamy do Radochowa. Zakładamy kaski, odpalamy czołówki i wchodzimy do Jaskini Radochowskiej. To całkowicie bezpieczna, ale ekscytująca przygoda przez surowe korytarze, która zachwyci każdego młodego odkrywcę.
- Popołudnie: Przenosimy się na Stawy Biskupie w Lądku-Zdroju. Jemy doskonałego, świeżego pstrąga, a po obiedzie korzystamy z darmowych rowerków wodnych i pływamy po stawie.
- Wieczór: Spokojny spacer po uzdrowiskowej części Lądka-Zdroju (Park Zdrojowy, pijalnia wód) i powrót do hotelu na odpoczynek.
- Dzień 3: Zmysły, widoki i interaktywna zabawa
- Rano: Kierunek Szczytna. Zaczynamy od wjazdu na Szczytnik, by nacieszyć oczy panoramą gór z platformy widokowej. Następnie schodzimy do Geoparku „Kamienny Trakt”, gdzie dzieciaki ściągają buty i maszerują po ścieżce sensorycznej.
- Przedpołudnie: Na koniec wyjazdu dawka czystej zabawy – rodzinne szaleństwo na podświetlanej, interaktywnej podłodze w LEDPlay Mini lub lekcja w golfowej wiosce. Po obiedzie w okolicy ruszamy w drogę powrotną.
Opcja 2: Wersja we dwoje (Bez dzieci)
Dzień 1: Jaskinia, wino, uzdrowiskowy Lądek i wieczór na zamku
- Przedpołudnie: Zaczynamy w Radochowie. Zwiedzamy surową Jaskinię Radochowską z czołówkami – to świetne, niebanalne doświadczenie z dala od zabetonowanych tras turystycznych.
- Południe: Tuż po wyjściu z jaskini przechodzimy na leżaki do Winiarni Radochowskiej na niespieszny relaks i lampkę lokalnego wina.
- Popołudnie: Przenosimy się do sąsiedniego Lądka-Zdroju. Robimy spokojny spacer wokół zabytkowego „Wojciecha”, a dzień domykamy rewelacyjnym pstrągiem na Stawach Biskupich.
- Wieczór: Meldujemy się w wybranej hotelu. Jeśli to Zamek na Skale, wieczór rezerwujecie na strefę SPA, elegancką kolację, koncert na żywo z pokazem mappingu 3D oraz klimatyczne nocne zwiedzanie zamkowych murów.
Dzień 2: Sentymentalna Bystrzyca i panorama z lekcją golfa
- Rano: Spokojne przedpołudnie spędzamy w Bystrzycy Kłodzkiej. Spacerujemy bez pośpiechu po wąskich, zabytkowych uliczkach, podziwiając unikalną architekturę tego miasteczka.
- Południe: Czas na obiad w restauracji Hotelu Abis (świetnie przyrządzone mięsa), a po nim obowiązkowa kawa i legendarna Beza Śnieżnicka.
- Popołudnie: Przejeżdżamy do Szczytnej. Wjeżdżamy na Szczytnik, by nacieszyć oczy panoramą gór z tamtejszego punktu widokowego, a potem ruszamy do GOLF SPA Szczytna. Szybka lekcja gry w golfa na polu z fenomenalnym widokiem na góry to genialny relaks.
- Wieczór: Powrót do bazy i wolny wieczór na odpoczynek.
Dzień 3: Muzyczna nostalgia i leśny rozruch
- Przedpołudnie: Przejeżdżamy do Lewina Kłodzkiego. Czeka tu obowiązkowy punkt dla fanów polskiej estrady i historii – wizyta w Izbie Pamięci Violetty Villas.
- Południe: Przed samą drogą powrotną do domu robimy krótki, spokojny spacer przez las na Ruiny Zamku Homole, który służy jako idealny, lekki rozruch przed dłuższą trasą w aucie.





Czas spędzony na Ziemi Kłodzkiej i Ząbkowickiej dobitnie uświadomił nam, że Dolny Śląsk wciąż ma przed nami masę nieodkrytych kart. Za wszystkimi miejscami, które Wam tu pokazaliśmy, stoją niezwykli ludzie. Część z nich mieszka tu od zawsze, inni osiedlili się w tych stronach, bo bez pamięci zakochali się w regionie. Niezależnie jednak od ich historii, wszystkich łączy jedno – to pasjonaci, którym po prostu się chce. Mają świetne pomysły, robią fantastyczną robotę dla swojej okolicy i od pierwszych minut zarażają pozytywną energią. Naprawdę warto zboczyć z głównych dróg, by odkryć te absolutne perełki i poznać ludzi, którzy nadają im duszę.

