
Planujesz zwiedzanie Maroka? Ksar Ajt Bin Haddu (Aït Ben Haddou) to najsłynniejsza gliniana twierdza w kraju i kultowa filmowa scenografia, którą podświadomie znasz z „Gladiatora” czy „Gry o Tron”. Z naszego przewodnika dowiesz się, jak zaplanować dojazd, ile czasu przeznaczyć na spacer, gdzie zaparkować oraz… dlaczego za wstęp wcale nie trzeba płacić.
Kiedy wracaliśmy z naszej wyprawy na Saharę (o której pisaliśmy w przewodniku po Merzoudze), trasa do Marrakeszu prowadziła nas przez malownicze góry Atlas. Właśnie na tym odcinku czekał na nas przystanek, którego po prostu nie mogliśmy odpuścić. Ajt Bin Haddu to jedno z tych miejsc, które większość z Was doskonale zna, nawet jeśli jego nazwa brzmi zupełnie obco. Kiedy staje się u podnóża tej ufortyfikowanej osady i patrzy na surowe, gliniane mury przyklejone do zbocza wzgórza, nagle wszystko staje się jasne. To właśnie tutaj kręcono „Gladiatora”, „Grę o Tron”, „Księcia Persji” i dziesiątki innych megaprodukcji. Ta osada wygląda jak genialnie zaprojektowana hollywoodzka scenografia, z tą różnicą, że jest w stu procentach autentyczna.





Czym właściwie jest Ajt Bin Haddu?
Ajt Bin Haddu to ksar — tradycyjna, ufortyfikowana berberyjska osada zbudowana z gliny, słomy i drewna palmowego. To jeden z najlepiej zachowanych ksarów w całym Maroku i absolutna ikona południa kraju. Od 1987 roku znajduje się na liście UNESCO, a jego historia sięga co najmniej XVII wieku, choć pierwsze zabudowania mogły powstać nawet w XI wieku, kiedy tędy przebiegał karawanowy szlak z Timbuktu do Marrakeszu.
Wewnątrz murów znajdują się domy mieszkalne, meczet, plac publiczny, karawanseraj, dwa cmentarze (muzułmański i żydowski), a na samym szczycie — dawny spichlerz, czyli agadir. To właśnie do niego prowadzi cała ścieżka zwiedzania. To nie jest muzeum — to osada, w której wciąż mieszkają ludzie, choć większość mieszkańców przeniosła się do nowej części wioski po drugiej stronie rzeki.





Ajt Bin Haddu na ekranie – filmowa historia ksaru
Ajt Bin Haddu od dziesięcioleci jest jednym z najważniejszych plenerów filmowych w całym Maroku. Hollywood zainteresowało się tym miejscem już w latach 60., kiedy reżyserzy odkryli, że gliniane mury, wieże i wąskie uliczki ksaru wyglądają jak gotowa scenografia do filmów historycznych, biblijnych i przygodowych. Surowy krajobraz doliny Ounila, monumentalna bryła osady i jej autentyczna architektura zbudowana z ubitej ziemi sprawiają, że Ajt Bin Haddu idealnie udaje starożytne miasta Bliskiego Wschodu, pustynne twierdze czy mityczne krainy. Nic dziwnego, że powstawały tu jedne z najbardziej rozpoznawalnych scen światowego kina: od klasyków takich jak Sodoma i Gomora (1963), The Man Who Would Be King (1975) czy Jezus z Nazaretu (1977), przez Klejnot Nilu (1985), Ostatnie kuszenie Chrystusa (1988), Kundun (1997) i Mumię (1999), aż po wielkie hollywoodzkie produkcje XXI wieku. To właśnie tutaj Ridley Scott kręcił sceny do Gladiatora, Oliver Stone realizował Aleksandra, a w Królestwie Niebieskim ksar wcielał się w średniowieczne miasta Lewantu. W Aït Ben Haddou powstawały również ujęcia do Księcia Persji, Babel, Marco Polo oraz słynne sceny z Gry o Tron, gdzie osada zagrała miasto Yunkai. Co ciekawe, część dekoracji budowanych na potrzeby filmów pozostawiano na miejscu, dzięki czemu do dziś można dostrzec ślady dawnych planów zdjęciowych.
Cały region żyje zresztą kinem — zaledwie kilkadziesiąt minut stąd w Warzazat, znajduje się Atlas Film Studios, gdzie powstawały kolejne hollywoodzkie superprodukcje.



Jak wygląda zwiedzanie Ajt Bin Haddu?
Po przekroczeniu rzeki i minięciu głównej bramy, wejście do ksaru to jak wejście do labiryntu. Od pierwszych kroków czujesz, że to miejsce żyje własnym rytmem. Wąskie przejścia wiją się między glinianymi ścianami, schody prowadzą w różne strony, często zupełnie chaotycznie, a małe sklepiki i stragany pojawiają się w najmniej spodziewanych miejscach. Czasami mury są tak blisko siebie, że dają przyjemny, chłodny cień, który ratuje życie w upalne dni. Przejścia kluczą, zakręcają i często nie wiadomo, co czeka za rogiem.
To nie jest miejsce dla wózków dziecięcych. Wszędzie rozsiane są schody ulepione z gliny i kamieni. Jest ich mnóstwo, są nierówne, czasem krzywe, czasem szerokie, czasem tak wąskie, że trzeba iść bokiem. To właśnie one prowadzą coraz wyżej, aż na sam szczyt, gdzie znajduje się agadir. Po drodze mijasz małe galerie, sklepiki z obrazami, dywanami, biżuterią i lokalnym rękodziełem. Handel jest spokojny, nienachalny — bardziej klimatyczny niż turystyczny.
Wędrując w górę, na pewno natkniecie się na lokalnych artystów, którzy malują na papierze… herbatą, szafranem i wodą. Z początku kartka wydaje się prawie pusta, ale gdy artysta opala ją nad małym palnikiem z gazem, cukier się karmelizuje i na papierze magicznie wyłaniają się karawany wielbłądów i kontury Ajt Bin Haddu. Warto się przy tym zatrzymać!
Kiedy w końcu docierasz na górę, nagle otwiera się przed Tobą widok na całą dolinę Ounila, pustynne równiny i gliniane zabudowania, które z tej perspektywy wyglądają jak makieta filmowa. U nas wiało tak mocno, że trudno było utrzymać aparat, ale to tylko dodawało dramatyzmu temu miejscu.








Czy wejście do Ajt Bin Haddu jest płatne?
To jedno z najczęściej zadawanych pytań — i jedno z najbardziej niejasnych, bo w internecie krąży mnóstwo sprzecznych informacji. Wstęp do samego ksaru Ajt Bin Haddu jest DARMOWY. My za wejście nie zapłaciliśmy ani jednego dirhama.
Sytuacja wygląda tak: do glinianego miasta, które leży po drugiej stronie rzeki, można wejść z nowej części miasteczka na kilka sposobów.
- Darmowy (nasz wybór) – Przejście głównym, nowoczesnym mostem dla pieszych. Wchodzicie do osady główną bramą i nikt nie ma prawa pobierać od Was opłat.
- Płatny (naciąganie) – Jeśli pójdziecie dołem, przez wyschnięte koryto rzeki i worki z piaskiem, traficie na boczne wejścia do ksaru. Niektóre z nich prowadzą przez prywatne domy (lub „niby-muzea”). Ich właściciele stoją w drzwiach i żądają opłaty (zwykle 10-20 MAD) za „przejście przez ich posiadłość”.
Zdecydowanie polecamy kierować się prosto na most. Unikniecie niepotrzebnych dyskusji.





Jak dojechać do Ajt Bin Haddu z Marrakeszu i Agadiru?
Większość osób traktuje to miejsce jako przystanek (tak jak my), ale można tu też przyjechać na jednodniową wycieczkę.
- Trasa z Marrakeszu (ok. 3,5 – 4 godziny)
Choć to tylko 115 km w linii prostej, droga zajmuje sporo czasu. Dlaczego? Ponieważ musicie pokonać majestatyczne góry Atlasu Wysokiego i słynną przełęcz Tizi n’Tichka (2260 m n.p.m.). Droga jest kręta, bardzo malownicza, ale wymaga skupienia. Po zjechaniu z gór krajobraz robi się surowy, niemal marsjański, a wy po chwili lądujecie pod glinianą fortecą.
- Trasa z Agadiru (ok. 5 – 6 godzin)
Jeśli jedziecie bezpośrednio z Agadiru najsensowniejsza trasa prowadzi drogą N10 przez Tarudant i Talouin (stolicę marokańskiego szafranu), a potem odbija w kierunku Warzazat (Ouarzazate). Droga jest długa, ale o wiele mniej kręta i górzysta niż ta z Marrakeszu.





Parking i praktyczne informacje
My zaparkowaliśmy wzdłuż głównej ulicy, za 10 dirhamów (ok. 4,3 PLN) za cały dzień. Bez stresu, bez kombinowania, bez szukania miejsca. Parkingów jest tam sporo i nawet w sezonie nie powinno być problemu.
Ile czasu zaplanować na zwiedzanie?
Byliśmy w drodze z Merzougi do Marrakeszu i zatrzymaliśmy się tutaj na około 2 godziny. Z perspektywy czasu możemy śmiało powiedzieć, że to w zupełności wystarczający czas.
Dwie godziny pozwalają na wejście na sam szczyt wzgórza spokojnym, niespiesznym tempem (uliczki są strome, ale wejście nie jest bardzo wyczerpujące), podziwianie widoków i zakup pamiątek u lokalnych rzemieślników.








Czy warto? Nasze podsumowanie
Zdecydowanie tak! Ajt Bin Haddu to marokański klasyk. Jest w nim coś magicznego — połączenie historii, pustynnego krajobrazu, filmowej atmosfery i berberyjskiej architektury. Choć w środku dnia bywa tu tłoczno, samo miejsce broni się niesamowitą architekturą i klimatem. To świetny przerywnik w długiej trasie i szansa, by zobaczyć jeden z najbardziej fotogenicznych obiektów na świecie.
Jeśli tak jak my podróżujecie z południa w stronę Marrakeszu, potraktujcie ten ksar jako piękne pożegnanie z surowym, pustynnym klimatem, zanim zanurzycie się w kolorowym, głośnym chaosie medyny.






